Kadavar „Rough Times” [Recenzja] - Heavy Metal Music & More

Breaking

piątek, 6 października 2017

Kadavar „Rough Times” [Recenzja]


27 września nakładem wytwórni Nuclear Blast Records ukazało się nowe studyjne wydawnictwo zespołu Kadavar zatytułowane Rough Times. Zapraszam do przeczytani recenzji krążka.

Działający siedem lat na rynku muzycznym zespół Kadavar doczekał się czwartego studyjnego albumu. Wydawnictwo zatytułowane Rough Times ukazało się 29 września nakładem niemieckiej wytwórni Nuclear Blast Records. Krążek zawiera aż dziesięć utworów, które tworzą spójny, czysto rock’n’rollowy album.

Wydawnictwo otwiera tytułowy Rough Times – brudny, hipnotyczny kawałek, który natychmiast wpada do głowy i pomimo swojej niepozorności pretenduje do miana jednego z najlepszych utworów z płyty. Into The Wormhole charakteryzuje się masywnym gitarowym riffem przewodnim, który odpowiednio doprawiają delikatne, chwytliwe chórki, które równoważą „moc” numeru.

Skeleton Blues najbardziej – jak do tej pory – odbiega od pierwszych trzech numerów. Kawałek ma w sobie jeszcze więcej „pustynnego rocka” oraz jedną z najlepszych linii gitary na całym albumie. Zachwyca także wokal Christopha „Lupusa” Lindemanna. Mroczny tytuł doprawiono równie mrocznym muzycznym tłem, który nie tylko dodaje pikanterii głosowi lidera, ale idealnie koresponduje z okładką wydawnictwa. Singlowy Die Baby Die to prawdziwa energetyczna bomba. Pełne poweru gitary i bębny sprawią, że numer świetnie sprawdzi się podczas koncertów promujących album. Fani w Polsce także będą mieli okazję, żeby przekonać się, jak premierowy materiał brzmi na żywo, ponieważ Kadavar w listopadzie zagra aż dwa klubowe koncerty w naszym kraju. Pierwszy z nich odbędzie się 2 listopada w warszawskiej Progresji, drugi dzień później, 3.11 w krakowskim Kwadracie. Bilety na oba wydarzenia nadal możecie zakupić TUTAJ



Vampires to mój absolutny faworyt z niniejszego wydawnictwa! Ten najbardziej melodyjny, gitarowo „czysty” numer z delikatniejszym wokalem podbił moje serce. Mam nadzieję, że usłyszę go podczas koncertu w Krakowie. Tribulation Nation to kolejna mocna „petarda”. Utwór poprzedza długie, klimatyczne i zakręcone intro, które zwiastuje hipnotyczny kawałek. Numer nie tylko słusznie został wybrany na jeden z singli promujących krążek, ale także z pewnością będzie ukoronowaniem każdego koncertu grupy promującego ten album. Dobra robota, Panowie!



Words Of Evil nieco przyspiesza tempo serwując nam świetny, szybki numer, który swoim rytmem przywodzi na myśl złote lata pustynnego rock’n’rolla. The Lost Child, czyli niemal całkowicie akustyczny numer, daje nieco wytchnienia, spokoju i nostalgii po energetycznym poprzedniku. You Found The Best In Me ma nieco więcej bluesowego charakteru, niż pozostałe kawałki. Wydawnictwo zamyka monorecytacja w języku francuskim (sic!) zatytułowana A L’Ombre Du Temps.

Rough Times to spójny, równy album, który – może poza ostatnim numerem – utrzymany jest w podobnym tonie i przywodzi na myśl erę świetności klasycznego, psychodelicznego rock’n’rolla. Nie jest to, co prawda, powalający na kolana, odkrywczy materiał, ale z całą pewnością usatysfakcjonuje nie tylko fanów zespołu. Wehikuł czasu istnieje, a „pustynny rok” przeżywa drugą młodość.


Ocena: 8.5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Post Top Ad

Responsive Ads Here