DORO „Forever Warriors, Forever United” [RECENZJA] - Heavy Metal Music & More

Breaking

piątek, 24 sierpnia 2018

DORO „Forever Warriors, Forever United” [RECENZJA]


17 sierpnia 2018 roku nakładem wytwórni Nuclear Blast Records ukazało się nowe studyjne wydawnictwo DORO. Zapraszamy do przeczytania recenzji niniejszego albumu.

Doro powróciła z podwójnym wydawnictwem!

Doro wróciła z nowym studyjnym wydawnictwem, które jednocześnie jest zarówno podwójnym krążkiem, jak i dwoma autonomicznymi albumami. Artystka przedstawiła swoim fanom dwie dopracowane w najdrobniejszym szczególe płyty, które pomimo zawrotnej ilości nowych kompozycji – Forever Warriors zawiera dziesięć nowych numerów, a Forever United dziewięć kawałków – nie ma tzw. wypełniaczy i „zapchajdziur”. Oba krążki – pierwszy mocny, energiczny, z pazurem – drugi – delikatniejszy, bardziej liryczno-nostalgiczny, dowodzą, że Doro powróciła nie tylko ze świetnym albumem, ale także pokazała, że królowa jest tylko jedna. Ale po kolei…

Forever Warriors


Pierwszy album jest energiczny, zawiera sporą dozę „metalowych hymnów”, które – jak sama artystka stwierdziła – mają szansę stać się drugim All We Are. I choć są to może słowa nieco na wyrost – album nie ma słabszych utworów.

Wydawnictwo rozpoczyna All For Metal – pełen poweru, energiczny kawałek, który nie tylko zniewala swoją chwytliwością, ale ma tekst, z którym może utożsamić się większość fanów ciężkiego grania. Ten rock’n’rollowy hymn ma niezwykłą melodię, wpadający do głowy refren oraz creme de la creme – wspaniałe solo gitarowe. Jest to jeden z lepszych kawałków na niniejszym wydawnictwie, ale tak jak zaznaczałam już wcześniej – dla mnie album (i mam na myśli oba krążki) nie ma słabego utworu, a zróżnicowanie i dopracowanie płyty sprawia, że Doro wydała jedno z lepszych wydawnictw w swojej karierze.



Bastardos jest mocniejszy i mroczniejszy od swojego poprzednika, także śpiew Doro ma w sobie więcej, niż zwykle, pazura. Całość wypada znakomicie zachowując przy tym odpowiednią dawkę surowości. If I Can’t Have You – No One Will to duet Doro i Johana Hegga z zespołu Amon Amarth. Jest to mój ulubiony kawałek z obydwu krążków składających się na Forever Warriors, Forever United, a wybór jest naprawdę trudny. Ten utwór można nazwać prawdziwą „mroczną balladą” zważywszy na sugestywny tekst piosenki zaśpiewany w odpowiedni, działający na wyobraźnię sposób. Na pewno nie przejdziecie koło tego kawałka obojętnie, a może być tak, jak w moim przypadku – zakochacie się bez pamięci. Utwór świetnie wypada również na żywo – numer miał swoją premierę podczas Wacken Open Air 2018, kiedy to Doro razem z Johanem wykonali singiel przed ponad osiemdziesięcioma tysiącami. Galerię z występu Doro na W:O:A 2018 znajdziecie TUTAJ.





Soldier Of Metal to pierwszy z kilku spokojniejszych numerów na tym podwójnym wydawnictwie – mamy w nim zarówno skrzypce, jak i klawisze, zniewalającą gitarową solówkę, ale przede wszystkim piękną linię melodyjną i przepełniony nostalgią wokal Doro, które na długo zostają w głowie. Jest to kolejny metalowy hymn na krążku – Doro nie żartowała zapowiadając nowy album! Are you a soldier of metal?! Pytanie retoryczne!

Wracamy do jazdy bez trzymanki za sprawą numeru Turn It Up, który jest zniewalający, przebojowy i nieco autobiograficzny (z resztą z tekstem z łatwością może utożsamić się sam słuchacz). Mocne, szorstkie gitary pędzące bez opamiętania, zadziorny wokal i refren zachęcający do śpiewu sprawią, że na koncertach artystki kawałek sprawdzi się idealnie. Jeden z moich absolutnych faworytów na krążku. Numer zdecydowanie powinien być jednym z singli promujących wydawnictwo.

Blood Sweet And Rock ‘n’ Roll to kawałek w klasycznym rockowym stylu rozpoczynający się od bluesowego riffu, by następnie rozpędzić się niczym huragan. Don’t Break My Heart Again, czyli cover zespołu Whitesnake, w wersji Doro wypada znakomicie. Love’s Gone To Hell poznaliśmy już w marcu 2016 roku, kiedy to artystka wydała singiel ku czci zmarłego w grudniu 2015 roku przyjaciela, Lemmy’ego Kilmistera. Freunde Fürs Leben to jedyna niemieckojęzyczna piosenka na całym wydawnictwie. Kawałek wypada świetnie i zapewniam, że w końcu sami będziecie go nucić. Pierwszy z dwóch krążków zamyka Backstage To Heaven.

Forever United 


Album Forever United rozpoczyna Resistance – fantastyczny, mocny numer, który jednocześnie ma w sobie typowe dla numerów Doro pierwiastki, jak i zaskakuje tworząc idealną mieszankę. Jest to kolejny przykład na to, że właściwie każdy numer z Forever Warriors, Forever United mógłby stać się singlem promującym wydawnictwo. Lift Me Up to subtelna i przejmująca ballada z cholernie piękną melodią. Numer uderzy w najczulsze struny w waszym sercu. Heartbroken zaskakuje w linii melodycznej. Oj, dużo się tam dzieje, a kawałek ma w sobie coś  prosto z lat osiemdziesiątych, przy tym bynajmniej nie trąci myszką.

It Cuts So Deep to jeden najspokojniejszych utworów na wydawnictwie. Zarówno Heartbroken, jak i It Cuts So Deep w jakimś stopniu powstały w oparciu o mocne relacje międzyludzkie: przyjaźń, miłość, ból i to właśnie słychać w tych numerach. Emocje to słowo klucz jeżeli chodzi o oba albumy wchodzące w skład tego wydawnictwa. Love Is A Sin to zdrowy balans pomiędzy rockiem i popem. Living Life To The Fullest został napisany z myślą o Lemmym Kilmisterze. 1000 Years cechuje jedno słowo: łzy. Fight Through The Fire ze swoją energią skutecznie ociera łzy po swoim poprzedniku. Wydawnictwo zamyka udany cover zespołu Motorhead, czyli numer Lost In The Ozone.





Przyznam szczerze, że kiedy usłyszałam, że Doro planuje wydać podwójny album podeszłam nieco sceptycznie do nadchodzącego wydawnictwa niesłusznie zakładając, że będzie ono niespójne. Myliłam się – Forever Warriors, Forever United to dwa autonomiczne albumy składające się na spójną, dopracowaną w każdym calu całość, która – przynajmniej dla mnie – nie ma słabych momentów. Wręcz przeciwnie – pełna jest świetnych utworów. Jak sama artystka przyznała jeszcze przed wydaniem wydawnictwa: „It’s All killer! No filler!”. I miała rację.


Ocena: 10/10

5 komentarzy:

  1. Poważnie 10/10 ??? Kocham Doro, mam manię zbierania wszelkich wydawnictw z Nią związanych, uwielbiam Jej muzykę, ale nowy album jest po prostu...tragiczny !! To najnudniejszy, najbardziej wymęczony krążek jaki słyszałem od lat. Totalnie niespójny, przeładowany wypełniaczami, a ten chwalony All Form Metal jest po prostu żenujący (teledysk jeszcze bardziej). To zdecydowanie najgorszy krążek w jakim maczała paluszki ta przesympatyczna babeczka, trzeba jasno to powiedzieć !! Nawet flirtowanie Doro z popem w połowie lat 90-tych miało więcej uroku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, poważnie 10/10. Wyobraź sobie, że recenzja jest formą personalnej oceny autora tekstu i nie musi zgadzać się z Twoim zdaniem. Ty też w komentarzu oceniasz, tylko według swoich subiektywnych kategori. Ja oceniam według swoich. Pewnie Cię zaszokuję, ale Twoja opinia nie musi być tożsama z moją :)
      Widzisz każdy ma inny gust, mnie na przykład popowa Doro "nie podchodzi".

      Usuń
    2. Bierzesz mnie chyba za trola;) Nie wymagam od Ciebie takiego samego zdania. Ja jednak staram się podchodzić do płyty w obiektywny sposób. Wg mnie recenzja powinna zawierać także obiektywne spojrzenie na twórczość danego artysty. Tylko taka pomoże komuś podjąć decyzję o zakupie krążka. Z Twojej wynika, że płyta to sam miód;) Przyznam, że nie spotkałem jeszcze w pełni pozytywnej opinii o tym krążku i nie mówię tu o recenzentach typu "Chu...owe bo to nie to samo co Warlock" (bo ci zjadą to tylko dla zasady) tylko o ludziach podchodzących do muzyki bez żadnych uprzedzeń. Twoje zdanie szanuję bardzo, zaskoczyło mnie po prostu ;)

      Usuń
    3. Bierzesz mnie chyba za trola;) Nie wymagam od Ciebie takiego samego zdania. Ja jednak staram się podchodzić do płyty w obiektywny sposób. Wg mnie recenzja powinna zawierać także obiektywne spojrzenie na twórczość danego artysty. Tylko taka pomoże komuś podjąć decyzję o zakupie krążka. Z Twojej wynika, że płyta to sam miód;) Przyznam, że nie spotkałem jeszcze w pełni pozytywnej opinii o tym krążku i nie mówię tu o recenzentach typu "Chu...owe bo to nie to samo co Warlock" (bo ci zjadą to tylko dla zasady) tylko o ludziach podchodzących do muzyki bez żadnych uprzedzeń. Twoje zdanie szanuję bardzo, zaskoczyło mnie po prostu ;)

      Usuń
    4. Cześć, nigdy nie ma obiektywnego podejścia do płyty zwłaszcza w recenzjach - zawsze oceniasz to, co słyszysz według własnych kategorii, preferencji, itd. Być może myślisz o podejściu do zespołu w recenzji - tutaj zawsze ma być obiektywne - nie powinno pisać się, że płyta zespołu jest beznadziejna, tylko ze względu na to, że grupy X się nie lubi. Słuchałam tego albumu dobry miesiąc zanim napisałam tekst - wydawnictwo wyszło 17 sierpnia, recenzja została opublikowana 24 (do niektórych albumów recenzenci mają dostęp wcześniej, więc to nie jest tak, że po dwóch dniach oceniłam je na 10/10 i zapomniałam o płycie. Album jeszcze długo był przeze mnie odtwarzany w całości (według kolejności). I zamierzam cyklicznie do niego wracać. W zasadzie to na siłę przestałam go słuchać, żeby móc zaznajomić się z innymi nowościami :)Część z płyty słyszałam też na żywo podczas Wacken Open Air 2018 - a wiadomo, że inaczej podchodzisz do materiału, kiedy sprawdzisz je na żywo. Cóż, to, że nie spotkałeś do tej pory w pełni pozytywnych recenzji tego wydawnictwa nie znaczy, że ja nie mogę mojej pozytywnej opinii wyrazić. Źle byłoby, gdyby płyta mi się szalenie podobała, ale opinia publiczna myśli inaczej, to ja się dostosuję i napiszę to samo.

      Usuń

Post Top Ad

Responsive Ads Here