Forever Still „Tied Down” [Recenzja] - Heavy Metal & More

Nie przegap

sobota, 22 października 2016

Forever Still „Tied Down” [Recenzja]


21 października nakładem wytwórni Nuclear Blast ukazał się debiutancki krążek zespołu Forever Still zatytułowany Tied Down. Jak wyszło i czy należy się obawiać łatki „modern metal”?


Zespół Forever Still powstał w 2013 roku w Kopenhadze, w Danii. Formację tworzą trzy osoby: wokalistka Maja Shining, Mikkel Haastrup, który podczas procesu nagrywania odpowiadał za wszystkie instrumenty zarejestrowane na krążku i Partsch (gitara na żywo). Grupa ma na swoim koncie łącznie trzy studyjne wydawnictwa – dwie EP-ki (Breaking Free w 2013 roku i Save Me w 2015) i debiutancki longplay, na który składa się między innymi materiał z dwóch poprzednich wydawnictw.

Tied Down ukazał się 21 października nakładem wytwórni Nuclear Blast i zawiera aż dziesięć utworów. Album otwiera utwór Scars, który rozpoczyna się mocnym gitarowym riffem. W miarę rozwoju piosenki Maja pokazuje coraz większy pazur demonstrując nam spektrum swojego głosu – od delikatnego, przypominającego nieco wokal Amy Lee z Evanescence, aż po wrzask. Taka kombinacja zdecydowanie działa na korzyść zespołu. A jak Forever Still podchodzi do tworzenia własnych numerów? „Tak, jesteśmy zespołem ‘zrób to sam [ang. DIY, czyli Do It Yourself] w najszerszym znaczeniu tych słów” – wyjaśnia Maja Shining. „Mikael i ja napisaliśmy wszystkie piosenki, a on zagrał na wszystkich instrumentach w studio, jak również zajmował się nagrywaniem, mixem i masteringiem naszej muzyki. Ja zajmuję się naszymi teledyskami, zdjęciami zespołu,  tworzeniem okładek albumów i innych graficznych aspektów. Mikkael pracował już jako inżynier dźwięku, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy i pracował z największymi gwiazdami w kraju, jak również był uczony przez Flemminga „Metallicę” Rasmussena. Wszystkich innych rzeczy, które okazały się niezbędne nauczyliśmy się po drodze. Trudno jest znaleźć ludzi, którzy zrozumieją twoją artystyczną wizję, nie wspominając już o aspektach finansowych tego wszystkiego, a grafika i brzmienie są dużą częścią muzyki, więc czemu nie zrobić tego samemu.” – kontynuuje wokalistka. Imponujące, prawda? Nie wspominając już o tym, że sposób na „do it yourself” bynajmniej nie wpłynął negatywnie na wydawnictwo. A może mamy nawet więcej „zespołu w zespole”?!

Once Upon A Nightmare to jeden z najbardziej wpadających w ucho i chwytliwych numerów na Tied Down. W piosence przeważa piękny, czysty wokal i melodyjne gitary. Zwłaszcza ten kawałek wokalnie przywodzi na myśl głos Amy Lee z Evanescence, ale nie przeszkadza mi to stwierdzić, że piosenka jest moim ulubionym kawałkiem z niniejszego wydawnictwa. Formacja doskonale zdaje sobie sprawę z porównań do Evanescence, In This Moment, czy Lacuna Coil. „Zdecydowanie możesz narysować proste do gatunku emocjonalnej muzyki z silnymi wokalami i jestem pewna, że ludzie, którzy kochają tę stronę Evanescence docenią to, co robimy. Nigdy nie czerpaliśmy żadnej bezpośredniej inspiracji, więc to, co zainspirowało naszą muzykę jest bardzo podświadome. Jedno jest pewne, słuchamy wiele różnej muzyki, również poza obrębem gatunku, w którym tworzymy. Myślę, że jest to silna i dobra droga, żeby nie skończyć brzmiąc, jak ktoś inny. Najbardziej inspirującymi nas zespołami są NINE INCH NAILS, SLIPKNOT, BJORK, SMASHING PUMPKINS i PLACEBO.” – kontynuuje Maja.

Miss Madness to numer, w którym partie gitar przeplatają piękne  fortepianowe melodie. Wokal Mai w początkach utworu przywodzi mi na myśl głos Anette Olzon (byłej wokalistki grupy Nightwish) – ma te same ciepłe tony. Warto zwrócić także uwagę na delikatną, wysmakowaną gitarową solówkę. Jest to kolejny utwór, który wyróżnia się na tle reszty kompozycji na Tied Down. Energiczny Awake The Fire to miła odmiana po względnie spokojnych i delikatnych poprzednikach. Numer ma niesamowicie chwytliwy początkowy riff oraz refren. Niestety partie wokalne w końcowym etapie numeru stają się nieco irytujące (bazują na granicy fałszu i brawury), na szczęście trwa to bardzo krótko.

Breathe In znowu pokazuje nam ostrzejsze oblicze Mai, w którym jest jej zdecydowanie „do twarzy”. Save Me rozpoczynają dźwięki spadającego deszczu i delikatna elektryczna gitara, by później przeistoczyć się w kolejny delikatny numer, który nawet w refrenie nie pokaże najmniejszych pazurków. Utwór nie należy do moich faworytów z niniejszego wydawnictwa. Your Light to następny kawałek powielający strukturę poprzedników. Odnoszę wrażenie, że na niektóre utwory Forever Still nie miał po prostu pomysłu.

Alone po smętnym wstępie wreszcie wnosi trochę energii w postaci pełnych gitarowych riffów, również wokal jest „nieco bardziej żywy”, a refren chwytliwy. Break The Glass – nie będę ukrywać – to po prostu najbardziej przeciętny i najgorszy numer na całym albumie. Kompletnie bez wyrazu… Wydawnictwo zamyka tytułowy Tied Down – wyróżniający się partiami gitar kawałek, na który – mam wrażenie – zespół znowu nie miał pomysłu, przez co pojawiają się pewne sztampowe elementy charakterystyczne dla twórczości Forever Still. I tak, pod koniec piosenki moje uszy znowu wyłapują pewne niechciane nuty w wokalu Shining.

Debiutanckie wydawnictwo formacji być może nie należy do najbardziej odkrywczych albumów, ale nie należy też do najgorszych wydawnictw, jakie miałam wątpliwą przyjemność słuchać. Album trzyma równy poziom – niekoniecznie najwyższy – ale równy. Z pewnością będę miała oko na rozwój kariery zespołu.

Ocena: 6.5/10



Paulina Łyszko



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz