Sonata Arctica „The Ninth Hour” [Recenzja] - Heavy Metal & More

Nie przegap

piątek, 14 października 2016

Sonata Arctica „The Ninth Hour” [Recenzja]


7 października nakładem wytwórni Nuclear Blast ukazał się najnowszy album zespołu Sonata Arctica zatytułowany The Ninth Hour. Co sądzę o nowym krążku muzyków i co ma wspólnego religia z twórczością Sonaty?

Skąd pomysł na tytuł i zniewalającą okładkę płyty The Ninth Hour? Poza oczywistym znaczeniem nawiązującym po prostu do tego, że jest to już dziewiąty album w dorobku grupy, Sonata Arctica sięgnęła aż do… Biblii, a konkretnie cytatu: „Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: ‘Boże mój, czemuś mnie opuścił?’”(Mt 27:46).

Jak lider zespołu tłumaczy tak nietypową inspirację? „W ogóle nie jestem religijną osobą. Więc rzeczywiście musiałem przestudiować, zbadać tło i różne znaczenia, kiedy wpadłem na tytuł [płyty] The Ninth Hour, który miał być podkreśleniem faktu, że jest to nasz dziewiąty studyjny album. Przyjemną rzeczą było odnaleźć te wszystkie znaczenia i zdać sobie sprawę, że w zasadzie pasują dobrze do mojego konceptu tytułu, okładki i niektórych motywów przewodnich w tekstach” – mówi Tony Kakko.

Poza biblijnymi nawiązaniami do tytułu krążka, album bezpośrednio nawiązuje do obecnej sytuacji na świecie – zarówno politycznej, jak i ekologicznej. Zaniepokojenie dzisiejszym światem i tym, w którą stronę zmierza stało się bezpośrednią inspiracją zarówno tekstów, jak i okładki płyty. „Okładka The Ninth Hour przedstawia przyszły utopijny obraz” – wyjaśnia Tony. „Natura i ludzka technologia znajdują się w równowadze; w środku mamy ustrojstwo klepsydry z pokrętłem. Po prawej ręce mamy stronę, która jest reprezentowana przez Naturę, po której nie zostało żadnych ludzi; po lewej stronie mamy ludzką dystonię, po tym jak zniszczyliśmy Naturę. Wpadłem na pomysł, że pokrętło będzie obracać klepsydrę w jedną lub drugą stronę, a druga miseczka powoli będzie robić się pusta – że w przyszłości zostanie usunięta. Biblijnie oczekuje się od nas pokuty i ofiary w ‘Dziewiątej Godzinie’... (…); faktem jest, że obecnie żyjemy w krytycznych czasach historycznych. Nasze decyzje będą definiować przyszłość. Nie tylko naszą jako rasy, ale całej planety. Musimy dokonać ofiary, a w wielu przypadkach będziemy pokutować przez dokonane wybory” – kontynuuje muzyk.

Składające się z jedenastu premierowych kompozycji wydawnictwo The Ninth Hour otwiera utwór Closer To An Animal, który wbrew wcześniejszym zapowiedziom nie jest wcale tak ponury, jak mogą na to wskazywać inspiracje twórców. Numer charakteryzuje się dominacją klawiszy, melodyjnych wokali i chwytliwości. I właściwie tak można określić całe The Ninth Hour. Drugi utwór zwiastuje mówione intro. Life rozpoczynają zniewalające partie gitar, do których dołączają nieodłączne klawisze. Po raz kolejny nasuwa mi się na myśl słowo „malowniczość” – chyba tylko tak jestem w stanie określić nowy album Szwedów. Fairytale to bardziej energiczny od swoich poprzedników utwór, który swoją melodią nawiązuje do tytułu.

We Are What We Are to spokojny, liryczny numer wyróżniający się partiami fletu (okaryny?) i delikatnych klawiszy. Nostalgia, jaką przywodzi na myśl ta melodia faktycznie może skojarzyć się z tematem zagłady Natury (nawet jeśli nie zagłębimy się uprzednio w tekst utworu). Przejmujący wokal jeszcze bardziej uwydatnia smutny przekaz. Till Death’s Done Us Apart to mój absolutny faworyt na tym wydawnictwie! Utwór ma w sobie odpowiednią dozę cukierkowości, drapieżności, ale także teatralności, która cechuje całe The Ninth Hour. Właśnie ten najbardziej widoczny kontrast słodkiego i gorzkiego sprawia, że numer jest moim ulubionym z tej płyty. Among The Shooting Stars także należy do najlepszych kompozycji na wydawnictwie; numer jest mocno klawiszowy, ale z wyraźnymi gitarami i przejmującym wokalem.

Rise A Night znowu przywraca „trochę życia” w to nostalgiczne wydawnictwo. Perkusja pędzi do przodu, gitary mruczą w tle, a klawisze wyjątkowo są zdecydowanie mniej wyeksponowane. Warto zwrócić uwagę na gitarowe solo utrzymane w stonowanym, klasycznym stylu. Fly, Navigate, Comunicate to najbardziej popowy numer na krążku. Delikatność klawiszy zostaje zrównoważona mocnymi, wręcz „karabinowymi” riffami. Candle Lawns ma najpiękniejsze klawisze utrzymane w „klasycznym stylu”, melodia jest chwytliwa i wprost stworzona do tego, żeby zrelaksować się oraz rozmarzyć po ciężkim dniu. Gitary także są niczego sobie, chociaż mają nieco „oszczędny” charakter. Candle Lawns to kolejny Świenty numer z The Ninth Hour.

White Pearl, Black Oceans Part II – “By The Grace Of  The Ocean” to rozbudowany “filmowy” numer, który trwa ponad dziesięć minut. Przyznam, że kawałek bardzo mi się podoba, ale jest trochę za długi, przez co pod koniec utworu słuchacz zaczyna się nudzić. Wydawnictwo zamyka piosenka On The Faultline (Closure To An Animal) – która przynosi ascetyczne ukojenie po zbyt długim, rozbudowanym poprzedniku.

Sonata Arctica nagrała przyzwoity, spójny album, który zdominowały klawisze, wokale i „malownicze”, prawie filmowe utwory. Pomimo trudnej tematyki, która zainspirowała muzyków mając bezpośredni wpływ na okładkę i teksty utworów dla mnie jest to idealny krążek, żeby się zrelaksować, rozmarzyć i odpłynąć myślami w niebyt, jedynym minusem może być to, że momentami jest po prostu zbyt „cukierkowy”.

Ocena: 8.75/10

Paulina Łyszko 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz